graty tonęły w mroku, w którym tylko błyszczał jaskrawo wielki samowar, stoj±cy .
- zapytał ochrypłym głosem. - Nie. - Spojrzała na sztylet. - Artemisie, czy tobie.. Się w świętej nagonce przeciw temu. - Ania -potwierdził jego podejrzenia Kargul. Stroiciel gestem głowy przytaknął, jakby on też w głosie noworodka rozpoznał głos tej hożej dziewczyny, od której nie był w stanie odwrócić swoich głodnych oczu. Jedna tylko Ania, nie rozumiejąc, co spowodowało nagłe wzruszenie obu dziadków, gapiła się zachłannie w telewizor. Kaźmierz chwycił ją za ramię, potrząsnął, jakby chciał ją zbudzić z amerykańskiego snu do prawdziwego życia, które zarejestrowała taśma szpulowego magnetofonu.. . Chaber biegł przed siebie bez wahania. Wille się skończyły, jakaś uliczka odeszła w prawo, przed nimi było pusto, tylko nad samą rzeką na jaśniejszym tle nieba majaczyły niskie zabudowania. Rafał zwolnił. - Nie jadę dalej - rzekł stanowczo. - Przed. Przynaj- w przepastne fotele, pojawiał się samotny, dymiący też niesamochód. Gdy działanie środka osłabło, obraz zadrgał, :ym kra-wyrównał się i znów widziałem z wysokości błyszczącą ~dzie wi-rzekę samochodowych dachów, białych, żółtych, szma-~. . Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd.. We istoty daiy poczc~tek trzystu generucjom następnych.. Najlepszą, akurat w tym czasie Wisienka cielić się będzie... Ania, stojąc przy burcie, machała chustką tak długo, jak długo mogła wśród żegnających rozpoznać sylwetkę Zenka. Lekki wiaterek rozwiewał jej włosy i czuła się jak woltyżerka na grzbiecie pędzącego konia, która zaraz pokaże publiczności potrójne salto. Kiedy ją rozpierało poczucie szczęścia, stojący obok Kaźmierz stał z kapeluszem w ręku jak nad grobem kogoś najbliższego, a łzy leciały ciurkiem na klapy czarnej marynarki. - Dziadku, co się stało? - gorączkowo szukała w torebce chusteczki..